50 dni katowania G1
Dzisiaj mija 50 dzień od kiedy to możemy dokonać zakupu G1 obrandowanym przez Erę. Mój model też mnie więcej tyle dni już pożył w mojej kieszeni, rękach czy przy uchu. Szczerze to raczej należę do ludzi którzy dbają, aż za bardzo o telefony, jednych to drażni inni pochwalą. Jednak konstrukcja G1 chociażby przez sam mechanizm rozsuwania daje do myślenia, czy aby na pewno jest to telefon który szybko się nie zużyje.
Na to pytanie niestety nie potrafię jeszcze odpowiedzieć, jednak po tych prawie 2 miesiącach widać pierwsze efekty jakie pozostawił ząb czasu na G1.
Obudowa:
Chyba wszystkich najbardziej interesuje ta kwestia. Niestety ten modny mechanizm nie jest idealny, i pozostawił po sobie liczne małe ślady „nakręcania” szczególnie w okolicach większej śrubki na tyle obudowy. U mnie co prawda nadal znajduje się tam folia więc zużycie nie jest aż tak straszne. Bardziej widoczne jednak jest pionowe przetarcie, przypuszczam, że ma to jakiś związek z wystającym lekko profilem po bokach klawiatury.
Klawiatura:
Jak już wspomniałem wcześniej, jest bardzo przyjemna w dotyku, jednak ma to też swoje wady. Praktycznie od pierwszego dnia pozostawały ślady po paznokciach.
Futerał/etui:
Jest to rzecz u HTC, która dziwi mnie najbardziej. Od kilku już modeli kombinują z jej „dizajnem”. I tak w przypadku HTC Diamond mamy do czynienia z miękką „skarpetą” która najlepiej sprawdza się w czyszczeniu ekranu, a jako futerał (?) w ogóle. Tak w przypadku G1 mamy nieco bardziej praktyczne zastosowanie ochronne, jednak ktoś mądry wpadł na to by pokryć etui zamszem(albo czymś podobnym). Owszem wygląda to ładnie ale szybko się przeciera i mimo, że noszę bardzo rzadko to w kieszeni, to jednak posiada już dość mocno widoczne ślady „przesuwania”. Może by wystarczyło jakiś śliski materiał syntetyczny, albo jak kilka lat temu w przypadku HTC Universal, coś skóropodobnego…
Niestety, chyba tylko wino z czasem staje się lepsze.


